| Title: Część XI: Błąd za błędem. |
A macie :P Ostrzeżenie o minimalnej dawce erotyzmu. Chyba minimalnej o_O
-------------
Przez następny tydzień, Mikaru sprawnie unikał swojego nauczyciela oraz demona. Kiedy srebrnowłosy zauważył niebieskookiego w korytarzu i zmierzał w jego kierunku, rówieśnikowi udawało się uciec. Dni mijały dość szybko na tej zabawie w "chowanego". Wyczerpany chłopak wrócił do domu, który jednak nie przywitał go tą samą ciszą, co zwykle. Terribilis nie pojawiał się w szkole i na jego zastępstwo wyznaczono jakiegoś nieciekawego, starszego nauczyciela. Usłyszał dźwięk dochodzący z piętra. Zapominając o swoim zmęczeniu, podkradł się do drzwi Anamiyi, skąd dochodził hałas.
Zapukał, ale drzwi otworzyły się pod jego ręką.
- Anamiya...? Jesteś tutaj? - zapytał wślizgując się do środka. Na krześle przy biurku siedział jego nauczyciel, który powoli odwrócił się w jego stronę. - Przepraszam, że... wchodzę. To ja już... pójdę. - Chłopak odwrócił się z zamiarem przejścia przez drzwi, które jednak zniknęły. Zamrugał i ujrzał błysk zielonych oczu, które teraz były tuż przed nim.
- Czy wiesz może... - wydyszał wprost w twarz nauczyciela, ale słowa utknęły mu w gardle. Twarz Anamiyi znajdowała się pare centymetrów od jego. W tych szmaragdowych oczach zobaczył coś diabelskiego.
- Wytłumacz się! - zagrzmiał nauczyciel. Jego głos zdawał się ciąć powietrze na kawałki. W mgnieniu oka niewidzialna siła odrzuciła Mikaru na łóżko. Uderzyłby w ściane ponad poduszkami, gdyby podmuch był odrobinę silniejszy. Po podniesieniu wzroku ujrzał, że na twarzy Terriblisa pojawiły się znajome tatuaże, a jego codzienny strój zmienił się w szate, którą Mikaru widział, gdy postawiono go przed jego sąd. Jęk przerażenia zawisł gdzieś w powietrzu, gdy Terriblis zacisnął usta w cienką linię, a jego wzrok przedstawiał chęć mordu. O ja pierdolę - pomyślał chłopak - Zabije mnie. Pieprzony demon, to przez niego.
- Pierdolę? Pieprzony? Od kiedy w Twoich myślach pojawiają się tak perwersyjne wyrazy, chłopcze? - powiedział spokojnie nauczyciel, który po sekundzie stał już w nogach łóżka. - Może od tamtej pory... - nie dokończył, ale jego spojrzenie mogło by zamrozić piekło.
Ręcę Mikaru zaczeły lekko drżeć. Gdy król demonów to zauważył, wyciągnął rękę i po blasku jaki później nastąpił, pojawił się w niej łańcuch zakończony kajdankami. Chłopak nie zdążył się nawet przyjrzeć, czy to co zobaczył jest prawdziwe, kiedy poczuł szarpnięcie i pod wpływem paniki zamknął oczy. Gdy je otworzył, zauważył, że jego ręcę i szyja są skrępowane. Próbował się podnieść, ale mógł usiąść jedynie na długość łańcucha. Spojrzał w strone końca łóżka, ale Terriblis był już na jego brzegu. Przemieszczał się za pomocą swoich mocy - to było pewne.
- Więc? Mów! - powietrze znów wypełniło się tysiącami tnących noży, gdy król przemówił.
- Ja... ja.. ale..- ...o co mu do diabła chodzi? zastanawiał się Mikaru i tylko spojrzał smutno w stronę nauczyciela. Położył się na plecach z wyciągniętymi rękoma w stronę łacuchów, aby sobie nic nie nadzwyrężyć. Twarz ucznia była wykrzywiona w grymasie bezsilności, lecz chwilę później uspokoił się i przypomniał sobie swoje przemyślenia.
- To nie tak.. to wszystko nie tak... - zaczął z zająknięciem, ale dalej już ciągnął spokojnie. - Ja nie wiem co powiedzieć. Nie wiem czy wogóle powinienem coś powiedzieć, bo nie widzę w tym sensu. Faktem jest, że Cię nie obchodzę. I Ty też nie powienieneś mnie obchodzić, choć jestem moim "panem". Dlatego nie powinno mieć dla ciebie znaczenia co robię, z kim to robię i w ogóle co myślę. Zachowujesz się dziwnie, o najłaskawszy - stwierdził z ironią. - Najpierw nie obiecujesz, że pójdziesz ze mną na zabawę, bo nie wiadomo czy będziesz miał czas. Potem, gdy posłusznie z Tobą poszedłem do Baratrum... Nie dlatego, że musiałem. Ale dlatego, że chciałem Ci się przysłużyć, Ty najzwyklej w świecie każesz mi się bawić samemu lub znaleźć sobie towarzystwo. A GDY JUŻ SIĘ ZACZYNAM DOBRZE BAWIĆ, pojawiasz się Ty i wszystko to, co było według Twoich zaleceń, nagle okazuje się złe. - przerwał by zaczerpnąć oddechu, ale stanowczo i odważnie brnął dalej. - Wyzwałeś mnie i poniżyłeś! A później masz jeszcze czelność domagać się wyjaśnień odnośnie tego, co widziałeś na korytarzu! Ja nie rozumiem co to ma z Tobą wspólnego! Może i mnie przygarnąłeś, ale to nie znaczy, że możesz mną kierować we wszystkim! MOGĘ ROBIĆ CO CHCE I Z KIM CHCE! MOICH UCZUĆ NIE ZMIENISZ TAK ŁATWO! TO TY POWINIENEŚ MI WYJAŚNIĆ O WSPANIAŁOMYŚLY KRÓLU POPAPRAŃCÓW! NIC OD CIEBIE NIE CHCĘ! NIE WIEM CO MASZ WSPÓLNEGO ZE MNĄ! JAK BĘDĘ CHCIAŁ TO BĘDĘ PIERDOLIŁ I PIEPRZYŁ DEAMONA KILKA RAZY DZIENNIE! A GDY BĘDZIE MNIE PIEPRZYŁ BĘDĘ KRZYCZAŁ JEGO IMIĘ. DOMAGAŁ SIĘ WIĘCEJ, GDY WŁAŚNIE TO BĘDĘ CZUŁ! BĘDĘ SIĘ KIEROWAŁ WARTOŚCIAMI I UCZUCIAMI JAKIMI CHCE TERRIBILISIE! - skończył Mikaru, ciężko dysząc. Zamknął oczy z irytacji, bo z kącików oczu zaczeły lecieć łzy. Powiedział swoje. Jeśli ma umrzeć to, umrze.
Czarnowłosy poczuł nagle, że się dusi, ale gdy otworzył oczy i spojrzał na Anamiye to ustało.
Król demonów spojrzał w zapłakane, zaczerwienione oczy chłopca i cała chęć, żeby nie słyszeć z jego ust niczego na zawsze, gdzieś uleciała. Położył dłoń na przylegającym do ciała mundurku chłopca w miejscu, gdzie powinno być serce. Jednym palcem przejechał w dół, a w miejscu gdzie dotykał powstawało rozcięcie materiału i lekkie, czerwone rysy na skórze. Wkońcu rozsunął tą samą ręką powstałe "poły" z koszuli i dotknął jego brzucha. Poczuł pod palcami, że Mikaru lekko drgnął. Znów spojrzał w twarz ucznia i poruszył dłonią, aby zobaczyć jego reakcję. Oczy młodego były szeroko otwarte, a policzki przybrały różowy odcień. Schylił się ku niemu i wpił się w jego usta. Wtargnąwszy w rozchylone, niemym jękiem, wargi, zaczął badać sprawnie wnętrze. Drażnił językiem podniebienie oraz masował nim jego język. Uczeń znów zadrżał, ale tym razem dużo mocniej. Gdy się od niego oderwał, usłyszał cichy, nieśmiały jęk niezadowolenia, który jednak szybko zamarł, gdy nauczyciel zaczął badać językiem szyję Mikaru.
Chłopak myślał, że oszaleje. Jeśli podziałał na niego pocałunek podrzędnego demona to, co dopiero ich króla. Idealny pod każdym względem ruch języka Anamiyi doprowadzał, samą swoją zawziętością i ostrożnością w jednym, do szaleństwa. Dlatego też, gdy Mikaru poczuł, że ten gdzieś umyka, starał się zdusić krzyk "nie zgadzam się" i w rezultacie wydusił z siebie cichy jęk.
Po krótkiej chwili jednak poczuł wilgotne ciepło na szyi. Ręka nauczyciela błądziła od szyi w dół, by wkońcu zatrzymać się na sutku młodego. Gdy Mikaru poczuł lekkie szczypnięcie, nie powstrzymał się przed podniesieniem bioder lekko do góry, ale gdy w tych samych miejscach w których błądziła dłoń, poczuł język, wtedy dopiero zaczął się wić i drżeć.
W czasie, gdy język zataczał zmysłowe koła na mięśniach ucznia, nauczyciel dotknął wypukłości na jego spodniach. Z gardła Mikaru wyrwał się jęk, a łańcuchy lekko zadzwoniły, gdy poruszył rękami. Cała czynność została jednak przerwana. Niebieskooki zobaczył, że płaszcz od szaty Terriblisa gdzieś zniknął, ukazując czarną koszulę i tak samo czarne, jedwabne spodnie. Król ruszył się z miejsca i wszedł na łóżko. Pomógł młodemu uklęknąć przy ścianie.
Z zakutymi rękami tuż przed sobą od których wił się lekko łańcuch oraz obrożą, Mikaru wyglądał zapewne jak piesek. Zielonooki podniósł lekko jego brodę i wycisnął na wargach pocałunek. Pocałunek ten niósł ze sobą tyle obietnic, że Mikaru, aż przygryzł wargę i lekko mu zaszumiało w głowie, gdy się skończył. Spojrzał w zielone oczy swojego oprawcy i zauważył, że wyrażają niemy rozkaz, aby patrzył.
Anamiya klęknął nieco dalej i zaczął rozpinać koszulę. Napewno mógł by to zrobić pstryknęciem palcami, jednak widział w niebieskich oczach chęć zrobienia tego za niego. I tak też było. Mikaru chciał i jednocześnie nie mógł oderwać oczu od powolnych palców, które odsłaniały coraz to większą część opalonej skóry Terribilisa. Od widoku odsłanianych mięśni, młodemu zaschło w ustach. Poczuł silną chęć, by samemu rozpiąć resztę guzików, po czym móc zaznaczyć w tych samych miejscach swoją obecność. Chciał dotknąć. Chciał poczuć miękkość skóry demona. Chciał móc, w ogóle wiedzieć jaka jest w dotyku. Te myśli podziałały jeszcze bardziej na jego ciało. Poczuł mocniejszą ciasnotę w spodniach, a jego ręcę zaczeły się trząść na dobre. Wyciągnął obie w kierunku nauczyciela, by zastąpić jego dłonie swoimi, lecz... Pare centymetrów od celu poczuł, że coś go zatrzymuje. Łańcuchy osiągnęły swój limit w długości i nie pozwalały sięgnąć dalej. Bezsilnie starał się dosięgnąć, lecz Terriblis był w idealnym miejscu do którego nie miał dostępu. Na twarzy króla pojawił się złośliwy uśmiech, który zmienił się na chwilę w zdziwienie, gdy usłyszał jak Mikaru przeklnął głośno. Widział jak wzrok nastolatka przesuwa się po jego ramionach w dół, aby jak zahipnotyzowany spoczął na ścieżce złotych, obiecujących wiele, włosach, które prowadziły pod spodnie.
- Co się stało? Przecież nic odemnie nie chcesz, mój kotku. - powiedział przeciągle nauczyciel, drażniąc swoją ofiarę mieszanką zmysłowego i złośliwego głosu, w czasie, gdy zdejmował powoli, już odpiętą, koszulę. - Powiedz czego chcesz? -
- Ja... - zająknął się Mikaru zachrypniętym głosem. - ... chce Cię dotknąć.
- Co? Nie słyszę? Do kogo Ty mówisz? A może usłyszę magiczne słowo? - drażnił go dalej.
- Proszę ... pozwól mi się dotknąć... Terriblisie... - przyspieszony oddech i bicie serca Mikaru, nie pozwalały mu na powiedzenie czegoś więcej. Głośny jęk wyrwał się z jego gardła, gdy zobaczył, że Terriblis sięgnął do swoich spodni i odpiął jedyny guzik, ukazując brak bielizny i większą ilość złotych loczków, lecz resztę pozostawiając nieodsłoniętą. Przysunął się lekko ku młodemu tak, żeby mógł tylko zasmakować, opuszkami palców, skórę nauczyciela.
- Połóż się Aspernamentum. - rozkazał dotykany i uczeń odrazu wykonał jego polecenie.
Anamiya patrzył na pokrytego kropelkami potu, pół nagiego czarnowłosego chłopca. Chcę go mieć. Jest mój. Tylko mój! - pomyślał wpierw, ale... nagle zaraz potem, przypomniały mu się jego słowa: "JAK BĘDĘ CHCIAŁ TO BĘDĘ PIERDOLIŁ I PIEPRZYŁ DEAMONA KILKA RAZY DZIENNIE! A GDY BĘDZIE MNIE PIEPRZYŁ BĘDĘ, KRZYCZAŁ JEGO IMIĘ. DOMAGAŁ SIĘ WIĘCEJ, GDY WŁAŚNIE TO BĘDĘ CZUŁ! ". I choć król demonów był rozgrzany, niewinnością niebieskookiego, te myśli podziałały na niego jak czerwień na byka. Rzucił się na Mikaru przyciskając go mocno do materaca. Dotyk niewinnej skóry na jego brzuchu i świadomość erekcji chłopca, podziałały jak afrodyzjak. Objął go ramionami i mocno przytulił do siebie. Przez chwile Terribilis poczuł pierwszy raz w życiu bezsilność, bo nawet jeśli zaspokoi swoje rządze lub zabije dzieciaka to i tak gówniarza to nie będzie obchodziło. Zacisnął powieki i syknął przez zęby prosto w ucho miażdzonego młodzieńca: "Powiedz, że jesteś mój. Powiedz, że chcesz krzyczeć tylko moje imie! Powiedz, że jesteś tylko MÓJ!"
Mikaru patrzył w sufit. Czuł żar bijący z ciała demona. Przez chwile myślał, że król go nabiera. Usłyszenie prawie błagalnego szeptu z tych idealnych ust było prawdopodobnie rzeczą niepojętą. Jego przebłyski świadomości przerwał brutalny pocałunek Anamiyi. Zmysłowy, kuszący, obiecujący wiele język przesuwał się po całym wnętrzu ust oraz po wargach. Poczuł też erekcję przez spodnie, przyciśniętą do jego uda. Już miał się zatracić w całej tej przyjemnej bliskości, ale po krótkim zdaniu nauczyciela, które wypowiedział zaraz po pocałunku, czar całkowicie prysł. "Powiedz, że jesteś tylko - MOJĄ - zabawką!" - to zdanie dźwięczało mu w uszach, nie dając spokoju. Więc to tylko wrażenie.. Wrażenie, że jest dobrze. Że może odkryłem jakieś uczucia w jego całkowitej diabelskości. - pomyślał, a całe jego ciało nagle zesztywniało. Terriblis chyba to zauważył, bo spojrzał mu prosto w oczy.
- Nie. Nie powiem. - szepnął Mikaru. Wydarzenia później potoczyły się w przeciągu kilku sekund. Ściany w pokoju staneły w płomieniach, jakgdyby ktoś je oblał benzyną. Poczuł rękę nauczyciela wdzierającą się poprzez jego spodnie i pobudzającą jego naprężoną męskość. Zamknął oczy i myślał, że eksploduje pod wpływem tego doznania. Otworzył usta, aby wyszeptać te słowa o które prosił Terribilis, lecz wszystko się skończyło. Otworzył szeroko oczy i zobaczył, że demona nie ma już przy nim. Stał przy drzwiach i patrzył dziwnie w jego stronę w świetle migocących płomieni. Mikaru zobaczył to, czego myślał, że nie ma - uczucie. Zobaczył uczucie zawodu sekundę przed tym, jak usłyszał trzask drzwi.
Uczucie zawodu... to też smutek.
When: niedziela, 25 listopada 2007 00:27:36
komentarze [10]
|
Dzieki Daylight za szablon. Jest cudny. :D
Aż czuję napływ energii.
When: sobota, 20 października 2007 17:50:41
komentarze [3]
|
Mój avatar jest taki piękny, że aż go ukradziono.
http://yaoi-my-anti-drug.klub.mylog.pl/
Żałosne.
Mam screena. Głupio jest kraść. A szczególnie, gdy nie zmieni się servera tylko na żywca się ściągnie. ŻĄŁOSNE.
When: poniedziałek, 8 października 2007 00:07:16
komentarze [1]
|
:/ Bez komentarza
When: poniedziałek, 24 września 2007 08:31:51
komentarze [1]
|
| Title: Kolejna część poniżej +++ i coś od siebie na temat xP |
Komentowac łobuzy :P bo tak czekam i czekam i nic... naprawdę odechciewa mi się xD .. A tak na serio to sobie przeglądałam wpisy do księgi. Myślałam, że nie wyrobię, gdy weszłam na strone z "oceną" tego myloga :) Pamiętam tylko, że chciałam sprawdzić co sobie o nim pomyślą, tak z kaprysu i czytałam wcześniejsze "oceny" więc chciałam wypróbować ich jakże subtelną hmmm krytykę. No naprawdę, autorka oceny próbowała być cyniczna, może by jej się to udało, gdyby nie fakt, że jej cynika była równoznaczna z "żałosna" :) No cóż, może i ta ocena bardziej by mnie poruszyła - szczególnie poprzedniego szablonu - gdyby nie to, że... oni chyba nawet sami szablonu nie umieją zrobić a oceniają innych (nie tyle, że źle ocenili mój, ale patrzyłam sobie na inne "ocenki" i hmm.. nie było tak źle). I całe to udawanie, że jest się ekhem złośliwym z natury, jest poprostu kompletnie niedojrzałe. (A może ja dorastam o.O?) Najbardziej rozpisały się na temat mojego opowiadania. Ważne, że jest zrozumiałe(dla fanów), nawet jeśli niektóre teksty są nad wyraz chaotyczne. Mniejsza z tym, chodzi o pokazanie fabuły. Widzę, że wtedy nie skomentowałam oceny. No proszę, więc jednak wtedy też myślałam "co mnie to obchodzi". Życzę tylko miłego czytania części poniżej :)
When: poniedziałek, 30 lipica 2007 21:23:49
komentarze [5]
|
| Title: Czesc X: Urodziłem się idiotą? |
Następnego dnia Mikaru obudził się z potwornym bólem głowy(nic dziwnego -.- może to było tanie wino ;] ). Gdy wstawał i jak zwykle chciał założyć kapcie... poczuł, że ich nie ma. Prześcieradło zsuwało się z niego, więc otworzył jedno oko, aby je uchwycić. Wtedy zauważył, że to nie jest jego prześcieradło. Było bladoczerwone. Otworzył oczy i rozejrzał się. To nawet nie był jego pokój. Szybko wyjrzał przez okno po prawej stronie. TO NAWET NIE JEST JEGO OKOLICA! Ból głowy troche go zamroczył i musiał usiąść. Był nagi i zrobiło mu się trochę zimno, więc się przykrył. Wtedy usłyszał odgłos kroków tuż za sobą, od strony drzwi. Wszedł DEAMON! i poprostu się do niego uśmiechnął.
- Widzę, że już wstałeś. Masz. - szepnął chłopak,podając mu szklankę wody. - Napij się.
- Gdzie jestem?- spytał Mikaru speszony i otulił się mocniej prześcieradłem.
- Hmm.. no u mnie. Wczoraj byłeś nieprzytomny, gdy wracaliśmy. Stwierdziłem, że lepiej cię zabrać i...-
- I ROZEBRAĆ?! - wybuchnął chłopak z rumieńcem na twarzy.
- ...i przypilnować -
- Ładnie mnie przypilnowałeś.. a przed samym sobą to nie?- z wyrazem podejrzliwości na twarzy, wziął szklankę wody.
- Mikaru, nie wściekaj się, miałem zamknięte oczy - uśmiechnął się łobuzersko.
- No jasne..- ani troche mu nie uwierzył, ale nie chciał myśleć o tym, że dotykał jego ciała i patrzył na nie.
- Nieważne. Szykuj się. Trzeba iść. Pod łóżkiem masz ciuchy i... no ja czekam na dole. Dziesięć minut. - i demon wyszedł.
Mikaru stwierdził, że im szybciej się umyje i ubierze tym szybciej znajdźie się w szkolę i zobaczy się z.... no tak. Przypomniał sobie wczorajsze wydarzenia. Najchętniej wogóle by nie poszedł do szkoły. Jednak postanowił Anamiye poprostu zignorować. Był na niego wściekły i jednocześnie smutny, lecz jeśli Deamon będzie z nim to... . Deamon... co właściwie znaczył dla niego ten chłopak.. ten demon...
- 4 MINUTY!!!!!- usłyszał z dołu czarnowłosy.
- Psia krew...- wstał szybko i poszedł się uszykować. Później zszedł na dół po schodach obok pokoju, które na szczęście prowadziły do głównego holu. Budynek wydawał się spory, ale gdy wyszedł na dwór za Deamonem, i spojrzał za siebie, nie mógł uwierzyć oczom. Jeszcze pare sekund temu mijał wytworne drzwi. Teraz jednak widział je jakoś inaczej. Były stare, z powybijanymi szybami. Cały budynek wyglądał jakby tylko czekał na zburzenie. A przecież widział...
- Złudzenie - poczuł ciepły oddech przy uchu. Odwrócił się w strone chłopaka. No tak.. Pewnie już nic nie będzie dla niego takie samo. Miał tylko nadzieje, że nie popadnie w żadne szaleństwo. Spojrzał na samochód. Wyglądał normalnie. Czarny, z przyciemnionymi szybami. Wsiadł tuż za rówieśnikiem i... oczywiście w środku nie było tego czego się spodziewał. Wchodził do samochodu przypominającego audi, a usiadł w limuzynie. Spojrzał przymrużonymi oczyma na Deamona, który miał minę jakby monco powstrzymywał się od wybuchnięcia śmiechem.
Drogę przebyli w milczeniu. Gdy demon wysiadł, Mikaru usłyszał jakieś piski dziewcząt. -Deamon-senpai, proszę zrób z nami zdjęcie! Deamon-senpai! iiiiii!! - Niebieskooki nie był pewny czy ma wysiąść. Gdy się wkońcu na to zdecydował i stanął wyprostowany przy demonie, dziewczyny ucichły. Przyglądały mu się z jakimś podejrzeniem. Na domiar złego... demon objął go ramieniem i zwrócił się ku nim. - Przepraszam miłe panie, ale my musimy już iść. - i popchnął oszołomionego czarnowłosego w kierunku szkoły. Po drodze szepnął mu - Dzięki, za ratunek- i uśmiechnął się.
Przez cały pobyt w szkole, Mikaru myślał tylko o ostatniej godzinie w-fu. Może by się urwać? Nie... to nie przejdzie.. CHOLERA!
Na przerwie przed przed-ostatnią lekcją. Usiadł na ławce obok fontanny i wbił wzrok w ziemie. Nagle coś szturchnęło go w ramie i jakaś osoba usiadła obok niego.
- NIE ŚPIJ! - to był Deamon.
- Nie śpie... -
- Coś nie tak? Przepraszam za wczoraj, ja wiem, że nie powinienem, ale martwiłem się..., że się przeziębisz w zimnych ciuchach albo coś... - mruknął z poważną miną.
On kłamie... przecież to demon.. wszyscy są tacy sami...
- Nie, nie szkodzi. -
- Więc, co się stało? -
Co cię to obchodzi... nikt się mną nie przejmuje...
- Nie chcę iść na Wf... a nie mogę tak poprostu się zerwać z lekcji... -
- Hmm... no tak... ale.. -
- Ale...? - spytał Mikaru i spojrzał na Deamona z chmurną miną.
- Ale mogę Cię zwolnić! - powiedział demon i wyszczerzył zęby.
- Jakto? Przecież, nie jesteś nauczycielem. -
- Ojj, widać, że jesteś nowy. Mogę powiedzieć, że potrzebuję cię na zebraniu naszej grupy, pamiętasz? ^_^
- Naprawdę? - czarnowłosy spojrzał z nadzieją.
- Tak. Tylko... musisz iść ze mną do Tonady.
- Okey, No problem
Teraz i ja kłamię?
~*~
Deamon zastukał kilka razy do szatni Wfisty.
- Wejść! - usłyszeli ze środka.
- Przepraszam, że przeszkadzamy, ale mamy bardzo ważną sprawę. Czy mógłbym zwolnić Mikaru Shoko z ostatniej lekcji? - zapytał uprzejmie Deamon, wchodząc do środka. Anamiya siedział na ławce przy szafkach. Nie miał na sobie koszulki, tylko dżinsy. Perspektywa pół-nagiego nauczyciela mocno podziałała na młodego. Przesuwał wzrokiem po ramionach i wyrzeźbionym brzuchu. Idealny... - pomyślał niebieskooki, ale odrzucił tę myśl, gdy tylko sobie przypomniał o wczoraj. Wbił wzrok w podłogę.
- A w jakim celu? - spytał Terriblis bez śladu emocji.
- Zebranie. - odparł tylko Deamon z poważną miną.
- I dlatego miałbym puszczać ucznia z lekcji? Z powodu jakiegoś zebrania? – parsknął Anamiya lodowatym głosem.
- To nie jest jakieś zebranie. Tylko bardzo ważne.
- Nie. -
- Nie? Ależ proszę pana to naprawdę ważne.
- Nie. - powtórzył zielonooki, król demonów jeszcze raz. Przez chwilę obaj mierzyli się wzrokiem. Mikaru spojrzał na twarz Deamona i pociągnął go za rękaw. - Choć... - szepnął Mikaru. Ale twarz rówieśnika była jakaś zmieniona. Szarooki spojrzał w dół i uśmiechnął się. Ale to nie był zwykły uśmiech, tylko taki bardziej.. demoniczny. Przykrył rękę niebieskookiego swoją własną i przytrzymał. Spojrzał na króla demonów, znowu z kamienną twarzą.
- Cóż.. sądzę, że to już wszystko. Mikaru zostanie zwolniony przez dyrektora czy się panu to podoba, czy nie. Z obowiązku przyszedłem się zapytać. Do widzenia. - powiedział Deamon i pociągnął czarnowłosego za rękę do wyjścia.
Jezu... To było straszne.. Nigdy więcej!
- Widzisz? Nie było tak źle, to była tylko formalność, ale... - powiedział, gdy już znaleźli się za drzwiami.
- Może, ale..? - Mikaru oparł się o ścianę.
- Ale teraz zapłata. - mruknął poprostu demon i podszedł do niego.
- Co?! Nie było mowy o żadnej zapłacie! Kłamiesz!
- Czy te oczy mogą kłamać? A tam! Nie ma nic za darmo. - uśmiechnął się łobuzersko i spojrzał prosto w niebieskie oczy.
Co on chce zrobić? zanim Mikaru zdążył nad tym pomyśleć, demon oparł dłonie na ścianie po obu stronach jego głowy, żeby mu odciąć drogę ucieczki. Zobaczył tylko piękne szare oczy patrzące lubieżnie na jego wargi. Deamon najpierw ukąsił go w dolną wargę. A potem przesunął językiem po górnej. Czarnowłosy wbrew sobie przymknął oczy i uchylił nieco usta, dając demonowi do nich dostęp. Białowłosy nie przepuścił okazji i wsunął język do środka. Drażniąc podniebienie rówieśnika i kusząc jego język. Nie... NIE! zapaliła się czerwona lampka w umyśle niebieskookiego. Poczuł, że chociaż nie chcę - jego ciało reaguje na demona, który przycisnął go nieco mocniej do ściany.
Wtem drzwi od szatni wfisty się otworzyły, a pocałunek przerwano. Mikaru otworzył oczy i spojrzał ponad ramieniem Daemona prosto.. w zielone oczy. Na początku wydawało mu się, że widzi w nich smutek, potem złość.. ale wkońcu tylko chłód. Terribilis minął ich i zniknął za zakrętem prowadzącym do sali gimnastycznej. Niebieskooki spojrzał na Deamona.
On... on się uśmiecha...!
BAH!
Demon leżał oszołomiony na ziemi. Jego białe włosy przykrywały nieco już zaczerwieniony policzek.
- Nie odzywaj się do mnie... - syknął Mikaru i uciekł stamtąd.
Pojechał autobusem do domu. Jak najszybciej wbiegł do góry i zamknął się w łazience. Zdjął ubranie i wszedł pod prysznic. W czasie, gdy zimna woda dawała ulgę jego - sam niewiedział dlaczego - rozgrzanemu ciału, przesunął palcem po swoich wargach.
Może naprawdę jestem szmatą.. Nie, napewno nie. Jestem idiotą...
When: niedziela, 29 lipica 2007 17:58:32
komentarze [3]
|
zastanawiam sie..
When: wtorek, 10 lipica 2007 14:39:23
komentarze [1]
|
Jeszcze nie postradaliscie zmyslow? Bardzo bym chciala móc ją przepisać, tak PRZEPISAĆ z zeszytu ale... nie wiem gdzie on dokładnie się umiejscowił ^^ Moge wam powiedzieć, że bym wątek romantyczny pomiędzy Anamiya i Mikaru ;) Dobra.. Ma osoba sie wkurzyła bo koffana wychowawczyni powiedziala mojej Mamusi że mam conajmniej 5 nieklasyfikowań o.O lol Dlatego staram sie teraz nie podpadac ;) Jutro bedzie juz luz dlatego bede mogla wziasc sie za szukanie ;'))
When: czwartek, 19 kwietnia 2007 07:23:14
komentarze [4]
|
hehe Almost i lose my mylog :P
When: piątek, 16 lutego 2007 22:52:12
komentarze [5]
|
Swieta Swieta i po swietach.
When: piątek, 29 grudnia 2006 11:32:18
komentarze [8]
|
Brak czasu. Naprawde. Ale chyba dostane 6 wagi 4 z Histy wiec sie oplacalo:P
When: piątek, 1 grudnia 2006 08:54:53
komentarze [4]
|
Praca w toku. Już niedługo. Musze przeczytać swoje opowiadanie od początku, żeby doszukać się szczegółów. Już niedługo również może nowy lay.
When: sobota, 11 listopada 2006 22:15:26
komentarze [6]
|
No prosze.. A juz mi chcialo skasowac myloga? Czy ktos by plakal? Przepraszam za niedodawanie notek ale no brak weny, lenistwo, depresja, brak czasu albo poprostu duza ilosc czynnikow wplywających na to że nie potrafie nic sensownego napisac.
When: poniedziałek, 9 października 2006 11:36:05
komentarze [6]
|
| Title: Czesc IX: Ton Zazdrości. |
- Jeden stolik dla trzech osób na imię Set. – powiedział Anamiya do zielonej, przypominającej jaszczurkę istoty o cechach ludzkich, stojącej przy wejściu do Baratrum. Z wewnątrz dobiegała muzyka, przypominająca młodemu SOAD. Ściany wewnątrz były ozdobione świecami palącymi się zielonym płomieniem. Na środku wielkiej sali było dużo miejsca na taniec. Wokół niego ustawione zostały stoliki, przy których siedziało mnóstwo najróżniejszych istot – z przewagą demonów. Gdy cała trójka usiadła przy stole, pokrytym szmaragdowym obrusem, wtedy przed nimi pojawiły się kieliszki wypełnione czerwonym winem i menu. Corvus pokazywał Terribilisowi poszczególne istoty, podając przy tym opis ich działalności. Z ich stolika Mikaru obserwował parkiet na którym wesoło tańczyły pary – większość tej samej płci.
- Zatańczysz ze mną, Ter… Setcie?- zapytał niebieskooki, który wyobraził sobie jego i Anamiye przytulonych w tańcu. Ich mocno przysunięte do siebie ciała, uścisk mocnych dłoni nauczyciela… Ale jego rozmyślenia zburzyła jedna, krótka odpowiedź.
- Nie.Jesteś tu w konkretnym celu. Znajdź sobie kogoś, kto będzie chciał, a mnie zostaw w spokoju. Jestem zajęty. – powiedział Terribilis i odszedł z Corvusem w stronę tłumu zgromadzonego przy wyjściu na balkon. Mikaru został sam…
~*~
Po czwartej lampce wina poczuł złość na swojego nauczyciela. Kieliszek wciąż napełniał się na nowo czerwonym płynem. Po następnych paru, Mikaru czuł już nie tylko dość spore zawroty głowy, ale i szampański humor. Dopiero, gdy do jego uszu dotarły nuty wolnego utworu, czarnowłosemu zrzedła trochę mina.
- Czy mogę prosić? – nie wiadomo kiedy, na miejscu Terribilisa usiadła jakaś istota. Mikaru wytężył wzrok i nie wierzył własnym oczom.
- Deamon? -
- No proszę, nie sądziłem, że jesteś jednym z nas – uśmiechnął się do niego tak samo olśniewająco jak zwykle w szkole. Jednak na prawym policzku widniał spiralny tatuaż, świadczący o statusie wśród demonów, a z ust wystawały mu białe kły. – A więc mogę? –
- Daa.. – zdołał tylko wydusić niebieskooki, gdy tamten chwycił go za dłoń i przeprowadził między stolikami, aż do parkietu.
Objął go rękoma w pasie, tym samym mocno przyciągając do siebie. Czarnowłosy był nieco zakłopotany, lecz pod wpływem kolejnej dawki alkoholu do organizmu, szybko o tym zapomniał. Był jednak na tyle trzeźwy, żeby wśród żartów, szeptanej rozmowy i mocniejszego przyciskania bioder Deamona do jego, nie zdradzić nic, co by go zdemaskowało.
… Tymczasem z drugiego końca sali zielonooki król demonów, obserwował jak Mikaru śmieje się i przytula, podczas następnych kilku wolnych utworów, do potencjalnego wroga.
~*~*~*~
- I co… Asper? Jak się bawisz? – zapytał Deamon, gdy już siedzieli oboje przy stoliku.
- Wspaniale! – odpowiedział chłopak, patrząc na towarzysza lśniącymi oczami i z pijackim rumieńcem na policzkach.
Po rozmowie, popłynęła następna romantyczno-mroczna melodia. Demon chciał znów chwycić Mikaru za rękę, lecz ktoś go ubiegł. Wysoki czerwonowłosy, wyższej rangi niż jego, demon.
- Czy mogę teraz ja? – spytał Corvus, ale niebieskooki nawet nie zdążył odmówić, kiedy demon zawlókł go na parkiet. Usłyszał tylko jak Deamon krzyczy, że rezerwuje sobie następny utwór. Czerwonowłosy brutalnie przyciągnął go do siebie, a gdy czarnowłosy spojrzał, oszołomionym wzrokiem, w jego oczy, wtedy zobaczył, że są ZIELONE!
- Anamiya? – spytał zaskoczony i zarzucił mu ręce na szyję, uśmiechając się przy tym jak dziecko. Jednak nauczyciel odsunął go trochę od siebie.
- Co ty wyprawiasz?! –spytał podniesionym głosem.
- Tańczę z Tobą =^^= miau. – odpowiedział bez ogródek chłopak.
- Wiesz o co mi chodzi. – jego twarz wykrzywił lekki grymas złości. Gdy Mikaru nic nie odpowiedział, nauczyciel siłą zaprowadził go do pustego pokoju. Jednego z tych „do wynajęcia” dla wiadomych celów. Rzucił go na łóżko, a potem pocałował. Niebieskookiego bolały trzymane przez Terribilisa, nad jego głową, nadgarstki. Ale pod wpływem pocałunku szybko o tym zapomniał. Gdy nauczyciel przestał, czarnowłosemu zakręciło się w głowie, ale po słowach, które zaraz potem usłyszał, szybko otrzeźwiał.
- Skoro jesteś taki łatwy to spróbuj ze mną, ale nie wiem czy chcę taką szmatę! – Anamiya zmrużył oczy. Sam nie wiedział czemu był zły... Widział strach w oczach młodego. Niewinność - przypomniało mu się. CHOLERNA NIEWINNOŚĆ
W tym momencie drzwi do pokoju otworzyły się i stanął w nich Deamon. Mikaru zaczął płakać, nie wiele myśląc uderzył nauczyciela, a potem odepchnął. Podbiegł do nowego kolegi i go przytulił, po czym oboje wyszli. Zielonooki zdążył usłyszeć jak chłopak szlocha: „Zabierz mnie stąd do ludzkiego świata. Proszę… Szybko…”. Wściekły Anamiya pomyślał tylko: „Nie mógł teraz myśleć o tym gówniarzu, mam zbyt wiele na głowie”. Odczekał chwilę, żeby upewnić się, że wyszli z Baratrum, a potem wstał i również wyszedł z pokoju.
When: czwartek, 27 lipica 2006 20:07:48
komentarze [6]
|
| Title: Next Part Tomorrow |
Jutro napewno przepisze na kompa czesc ktora napisalam. Promise:P A jak nie to mozecie mnie ugotowac :P
When: niedziela, 23 lipica 2006 21:49:05
komentarze [3]
|
|